poniedziałek, 29 września 2014

108. Informatycy, Copernikon i kalendarz

Na początku parę słów o trudach bycia w związku z informatykiem.



True story. Mój mężczyzna za to wydzwania po pizzeriach i zgłasza do działu IT uwagi związane z systemem zamówień.

***

Przydałoby się napisać parę słów o Copernikonie, który odbył się tydzień temu. Toruń jest przepiękny i zawsze cieszę się, kiedy mogę tu być, ale wizja ośmiogodzinnej, samotnej podróży zawsze jest dość przygnębiająca.

Sam konwent mocno dawał radę, a program był przeładowany ciekawymi panelami. Ja kręciłam się po post-apokaliptycznych prelekcjach, gdzie prowadzący chyba lepiej od wszystkich lekarzy tego świata namówił mnie na dbanie o zdrowie. Po wybuchu apokalipsy przecież nie będzie już takiej możliwości! ; ) Odhaczyłam też panele muzyczne, o Doctorze Who (gdzie wodziłam zachwyconym wzrokiem po przebierańcach) czy komiksowe. Po raz pierwszy w życiu zagrałam w iGranie z Gruzem i muszę przyznać, że nie mogę się doczekać kiedy przyjdzie w końcu mój egzemplarz. Na planszy jest sześciomiesięczny timeline. Zupełnie niepotrzebny, i tak najczęściej przed upływem czterech miesięcy gracze umierają z głodu bądź z bezdomności. Niezmiernie podoba mi się idea śmierci z bezdomności.

Pewnego razu zagadał mnie jakiś człowiek, wyciągając Kartki z Datami i prosząc o autograf - ale nie byle jaki autograf. Poprosił mnie o pierogobobra, którego postarałam się jak najlepiej odwzorować z pamięci poniżej.
Sam Copernikon, coby tu dużo mówić, bardzo mi się podobał. Czasami jedynie niektóre panele miały zaklepane zdecydowanie zbyt małą salę jak na swoje potrzeby - tak jak prelka Doktorowa, której prowadzący zaprowadził nas na dwór, gdzie mogliśmy się w końcu wygodnie pomieścić. Tylko serce boli na myśl o odległości. A Toruń jest prześliczny, wbrew propagandzie mieszkańców Bydgoszczy. ; )

***

A swoją drogą na blogu jeszcze nie wspominałam o kalendarzu! Tworzenie ilustracji jest już na wykończeniu. To moja część rysunku z okazji Halloween, gdzie jestem przebrana za popuszczającego Wogóla (sami mnie o to poprosiliście na fanpage):

A tutaj okładka:


Przedsprzedaż jeszcze chwilę potrwa, kalendarze można zamówić tutaj: http://gindie.pl/sklep/kartki-z-datami-przedsprzedaz/ Z ręką na sercu polecam, dajemy z siebie wszystko!

środa, 10 września 2014

107. Wogóle

Inspiracja przyszła od cudownego Hyberbole and a Half, a dokładnie stąd: http://hyperboleandahalf.blogspot.com/2010/04/alot-is-better-than-you-at-everything.html Autorka z popularnego błędu w pisowni tworzyła potworka, co zmienia w zabawny sposób znaczenie zdań w którym ten błąd występuje.

Wczoraj rozmawiałam ze znajomym, który narzekał na swoje problemy z pisownią. Miał na co, aż mnie tknęło, kiedy zobaczyłam jego "wogóle". WOGÓLE. Przypomniałam mu więc o Alotach i zwróciłam uwagę, że wogóle również brzmią jak jakieś mistyczne kreatury. Zaczęliśmy wspólnie wymyślać przykłady dwuznacznych zdań:




Przy zdaniu "wogóle nie trzymają moczu" uznałam, że już wystarczy, a kolega przyznał, że już do końca życia będzie pamiętał o spacji i futrzastych potworkach.

I jeszcze korzystając z okazji - pamiętajmy, że w słowie "nieważne" nie wstawiamy spacji.

EDIT: Jednak narysowałam kolejną ilustrację.



***

Jeśli ktoś jeszcze nie wie - będę mówić rzeczy na Coperniconie w Toruniu, ślicznie zapraszam!

sobota, 9 sierpnia 2014

106. Woodstock 2014

No i kolejny Woodstock za mną. Przestał być dla mnie wyjazdem wakacyjnym, a zaczął być urlopem - ale ciągle jest świetnym odwykiem od komputera, przy którym na co dzień przesiaduję zbyt długo. 

Sam festiwal dla mnie nie wiąże się już z jakimiś większymi emocjami, ale w tym roku po raz pierwszy wybrałam się na przejażdżkę autostopem - i to było wyborne! Cała trasa zajęła mi i mojemu koledze 11h i składała się z pięciu podwózek. Jechałam nawet tirem! Na początku podróży bywało jednak drętwo:


Starałam się robić jakieś fotki coby mieć na pamiątkę i pewnie by się udało, gdyby nie to, że jestem w jakiś sposób niepełnosprawna. Jak można się domyślić, zakryłam paluchem tablicę z napisem "Kostrzyn". :<


Na miejscu co rusz działo się coś fajnego, a od początku wiedziałam, że będę chciała zrobić jakąś relację - więc postanowiłam sobie pomóc.


W całym festiwalu moich porażek udawało mi się chociaż odnaleźć przyzwoite toiki.


Rozbiliśmy sobie przyzwoity obóz w lesie, a jednym z naszych sąsiadów był koleś, którego ochrzciliśmy Człowiekiem - ASP. W zupełności zasłużył na ten przydomek - przywiózł ze sobą farbki, kredki, plastelinę i blok rysunkowy. W gruncie rzeczy miał w sobie dużo entuzjazmu i postanowiliśmy go uczcić przyklejając do drzewa jeden z jego obrazów.


Jak co roku oczywiście musiało się trafić oberwanie chmury, ale jako doświadczeni w bojach woodstockowicze i z tym daliśmy sobie radę.


Z powodu przeziębienia powróciłam jednak na tarczy dzień wcześniej niż planowałam, ale takie już moje szczęście. W tym miejscu również zdecydowanie chciałabym pozdrowić wszystkich czytelników, z którymi udało mi się spotkać na miejscu, byliście bardzo przyjemni w odbiorze! Do zobaczenia za rok. : )

Swoją drogą Kret też opisał swoją wersję wydarzeń. Trochę się napocił chłopak, więc niech chociaż ktoś go przeczyta, polecam: http://pastebin.com/CK1PtEhs#_=_