sobota, 9 sierpnia 2014

106. Woodstock 2014

No i kolejny Woodstock za mną. Przestał być dla mnie wyjazdem wakacyjnym, a zaczął być urlopem - ale ciągle jest świetnym odwykiem od komputera, przy którym na co dzień przesiaduję zbyt długo. 

Sam festiwal dla mnie nie wiąże się już z jakimiś większymi emocjami, ale w tym roku po raz pierwszy wybrałam się na przejażdżkę autostopem - i to było wyborne! Cała trasa zajęła mi i mojemu koledze 11h i składała się z pięciu podwózek. Jechałam nawet tirem! Na początku podróży bywało jednak drętwo:


Starałam się robić jakieś fotki coby mieć na pamiątkę i pewnie by się udało, gdyby nie to, że jestem w jakiś sposób niepełnosprawna. Jak można się domyślić, zakryłam paluchem tablicę z napisem "Kostrzyn". :<


Na miejscu co rusz działo się coś fajnego, a od początku wiedziałam, że będę chciała zrobić jakąś relację - więc postanowiłam sobie pomóc.


W całym festiwalu moich porażek udawało mi się chociaż odnaleźć przyzwoite toiki.


Rozbiliśmy sobie przyzwoity obóz w lesie, a jednym z naszych sąsiadów był koleś, którego ochrzciliśmy Człowiekiem - ASP. W zupełności zasłużył na ten przydomek - przywiózł ze sobą farbki, kredki, plastelinę i blok rysunkowy. W gruncie rzeczy miał w sobie dużo entuzjazmu i postanowiliśmy go uczcić przyklejając do drzewa jeden z jego obrazów.


Jak co roku oczywiście musiało się trafić oberwanie chmury, ale jako doświadczeni w bojach woodstockowicze i z tym daliśmy sobie radę.


Z powodu przeziębienia powróciłam jednak na tarczy dzień wcześniej niż planowałam, ale takie już moje szczęście. W tym miejscu również zdecydowanie chciałabym pozdrowić wszystkich czytelników, z którymi udało mi się spotkać na miejscu, byliście bardzo przyjemni w odbiorze! Do zobaczenia za rok. : )

Swoją drogą Kret też opisał swoją wersję wydarzeń. Trochę się napocił chłopak, więc niech chociaż ktoś go przeczyta, polecam: http://pastebin.com/CK1PtEhs#_=_

sobota, 26 lipca 2014

105. Animachina - minirelacja

Animachina to zdecydowanie jeden z moich ulubionych konwentów. Nie tylko dlatego, że mam tam tylko 20 minut pociągiem - ale również nie trzeba być mangowcem, żeby znaleźć tam dużo fajnych atrakcji dla siebie. No i mają burgery z Mad Micka! : P

Zaczęło się od tego, że pani w kasie wystawiła mi bilet do Katowic (czyli jakoś dalej) zamiast do Bytomia. Zapytałam się więc ciekawa, dlaczego aż do Katowic mi ten bilet wystawia? "Bo jest taniej". Jak się jedzie dalej to jest taniej. Nigdy do końca nie zrozumiem PKP.
W każdym razie jadąc pociągiem na fali moich osobistych paranoi zapytałam się jeszcze konduktora, czy następny przystanek to aby na pewno Bytom? Usłyszałam 'A CO TO PANIĄ INTERESUJE, PANI DO KATOWIC JEDZIE'. : D Człowiek aż bał się wcześniej wysiąść, te lifehacki są niebezpieczne. : D

Konwentowy dzień zaczęłam od panelu, którego prowadziłam z Ilonką z Chatolandii (http://chatolandia.pl/). Ot, takie rysownicze rady dla początkujących. Pewną świecką tradycją na moich panelach na Animachinie jest wizyta Dudula, który jest śmieszkiem poza kontrolą.




Artroom na takich konwentach jest przeważnie moim drugim domem, ale pod wieczór skusiłam się jeszcze na planszówkarnię. Akurat zaczynał się turniej Banga, którego bardzo lubię i w którym doszłam do finału. Był tam pan prowadzący, który tasował karty i zwracał uwagę na nadmierne piski.




Nie udało się nic wygrać, ale totalnie polecam Banga, bo ma do siebie, że dużo się dzieje, a przy tym nie upadają przyjaźnie.

Tyle relacji, we wtorek wyruszam w moją pierwszą w życiu podróż autostopem, po czym postaram się opowiedzieć jak się bawiłam na jednym z największych Festiwali Brudu. ; )

EDIT: Ach no tak, w relacjach konwentowych pokazuje się jeszcze swoje zakupy. Otóż ja nabyłam najlepszy kubek na świecie.


wtorek, 15 lipca 2014

104. Komiks gościnny: inżynierka



Komiks gościnny autorstwa Mnq. A od siebie dodam, że w najbliższy weekend widzimy się na Animachinie, a potem na Woodstocku. : )